Czy w trzeciej klasie podstawówki już wie się, kim chciałoby się
być w przyszłości? Olga wie to z całą pewnością. Jej marzeniem
jest dostanie się do szkoły baletowej i już wkrótce zdaje do niej egzaminy, po czym zaczyna ćwiczenia baletu wśród innych uczennic
Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w
Warszawie. Niestety jej radość z uczestnictwa w zajęciach
tanecznych po jakimś czasie przygasa. Olga daje z siebie wszystko,
aby sprostać oczekiwaniom pani od sztuki baletowej, ale nauczycielka
daje z siebie chyba jeszcze więcej lub raczej pozwala sobie na o
wiele za wiele. Ostra krytyka, poniżające komentarze dotyczące
zewnętrznego wyglądu uczennic, ich przygotowania do zajęć i ich
umiejętności stają się przyczyną frustracji dziewczyn. A to
najlepsza droga do godzenia w psychikę nastolatek, w tym również
Olgi…Jak skończy się
jej historia? Nie odpowiem na to
pytanie. Napiszę tylko, co łączy streszczony reportaż z innym
reportażem, jaki wyszedł spod pióra Anny Goc. A mianowicie z
historią dwojga mieszkańców Góry w województwie dolnośląskim.
Otóż łączy go pasja. Andrzej i Zbyszek mogliby z pewnością
godzinami opowiadać o gołębiach i nie mniej czasu poświęcać tym
właśnie ptakom, bo stanowiły całe ich życie. Mogliby, gdyby nie
ich wyjazd na wystawę gołębi w Katowicach. To miało być niesamowite wydarzenie. Niestety początek 2006 roku nie
okazał się dla nich łaskawy, dla gołębi zaś jak najbardziej.
To, co kochali Andrzej i Zbyszek, zostało. Można by powiedzieć więcej, ale po co…
To tylko dwa bardzo
interesujące reportaże Anny Goc, które ukazały się na łamach
„Tygodnika Powszechnego” w latach 2013-2023, a które znajdziecie
w zbiorze „Biegnij, mała, biegnij”. Poza historiami stworzonymi
przez dziennikarkę we wskazanych latach w książce pojawiły się także nowe.
Ich bohaterkami są
głównie osoby płci żeńskiej, do czego nawiązuje już sam tytuł
– zdanie „Biegnij, mała, biegnij” skierowane do dziewczyny,
dziewczynki, kobiety… To jakby zapewnienie, że każda z nich da
radę; pouczenie, że natychmiast mają wybić sobie z głowy
poddawanie się. Tylko jak to zrobić? Niestety
nie wszystkie bohaterki książki
mogą
cicho
zanucić
słowa piosenki Sylwii Grzeszczak, nie wszystkie mogą pomyśleć:
„Tamta
dziewczyna mieszka parę myśli stąd
W tej samej głowie czasem przypomina mnie
Ale ma siłę, jaką miewa mało kto
A kiedy trzeba, umie głośno mówić nie.
W tej samej głowie czasem przypomina mnie
Ale ma siłę, jaką miewa mało kto
A kiedy trzeba, umie głośno mówić nie.
Ona
nie chce być taka sama jak ja
Nie zna granic i nie zamierza się
bać
Nie zatrzyma się, kiedy ty będziesz chciał (...)”
(„Tamta dziewczyna”)
Nie
każda z nich jest na tyle silna, wytrzymała, odporna psychicznie.
Niektórym po traumatycznych, ciężkich
czy
wyczerpujących psychicznie przeżyciach udaje się iść dalej, do przodu, przed siebie. Inne nie
dysponują taką siłą, by stawiać
kolejne
kroki,
zapomnieć, biec naprzód.
Nikt nie powiedział, że będzie aż tak trudno. Nie mamy do
czynienia z oddziałem wojska, tylko ze zwykłymi ludźmi, z których
każdy ma swoje granice wytrzymałości. Tylko czy wie o tym
nauczycielka baletu upokarzająca uczennice? Czy wie o tym matka,
która woli schować się za gazetą, zamiast poświęcić czas
własnej córce, gdy
ta
rozpaczliwie potrzebuje jej uwagi? Czy zdaje sobie z tego sprawę
lekarz, kiedy mówi do swojej pacjentki „Laleczka się nie boi”? Nie należy wykluczać tego, że zachowania nauczycielki, matki i lekarza również mają swoje przyczyny, a błędne koło kręci się dalej. Słowa wciąż ranią. Jak bardzo jest w stanie zaboleć jedno zdanie, wyraz, spojrzenie.
Jak niewiarygodnie potrafi zmienić przyszłość
człowieka. Hejt
gości nie tylko w Internecie. Ma się całkiem dobrze na co dzień w
relacjach międzyludzkich. Rozwija się w rodzinach, szkołach, w pracy, wśród
znajomych i na ulicach. Oddycha wśród polityków i tak zwanych
celebrytów. Ma się świetnie, może nawet świetniej niż kilka,
kilkanaście lat wstecz. I to niestety nie tylko przemoc werbalna,
ale także niewerbalna. To nie tylko krytyka widoczna w komentarzach
pozostawianych w mediach społecznościowych. Ta dżuma XXI wieku
wciąż postępuje. I to jest niestety największa tragedia
ludzkości, która za często skrada się po cichu, nieświadomie.
Niszczy,
nie mając o tym pojęcia, ale jakże skutecznie. Zabija. Trzeba
powiedzieć to z pełną świadomością. Zabija. Pytanie: czemu
służy? Nie znam na nie odpowiedzi. Nasuwa się chyba tylko
jedna:
złu.
Znamy
to z własnych doświadczeń, z opowiadań przyjaciółek, cioci,
matek, znajomych, z telewizyjnych wiadomości lub z internetowych
stron.
Znamy, jak jeden kiepski dzień pani/pana X może zniszczyć jedno, jeszcze nie aż tak może kiepskie, życie pani/pana Y.
Znamy, jak jeden kiepski dzień pani/pana X może zniszczyć jedno, jeszcze nie aż tak może kiepskie, życie pani/pana Y.
A
wracając do reportaży, czasem winny nie jest nikt. Tak wyszło. Tak
chciał los. Przykro mi, nie ma winnych, nie ma kogo oskarżyć…
Więc to smutne, niesprawiedliwe, bo nie tak miało być. Tak
parszywy los spotkał pewnego dnia tamtą kobietę, sąsiadkę,
nieznajomą z pociągu…
Reportaże Anny Goc są w stanie wstrząsnąć czytelnikiem, pozostać w pamięci na długo. Zdarzy się, że odnajdziemy w nich podobieństwo do własnych przeżyć, identyczne doświadczenia. „Biegnij, mała, biegnij” to głównie historie bolesne, ciężkie, trudne i napisane doskonałym, intrygującym stylem. Polecam.