wtorek, 21 kwietnia 2026

"Biegnij, mała, biegnij" Anna Goc, Wydawnictwo Dowody Warszawa 2024

Czy w trzeciej klasie podstawówki już wie się, kim chciałoby się być w przyszłości? Olga wie to z całą pewnością. Jej marzeniem jest dostanie się do szkoły baletowej i już wkrótce zdaje do niej egzaminy, po czym zaczyna ćwiczenia baletu wśród innych uczennic Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Warszawie. Niestety jej radość z uczestnictwa w zajęciach tanecznych po jakimś czasie przygasa. Olga daje z siebie wszystko, aby sprostać oczekiwaniom pani od sztuki baletowej, ale nauczycielka daje z siebie chyba jeszcze więcej lub raczej pozwala sobie na o wiele za wiele. Ostra krytyka, poniżające komentarze dotyczące zewnętrznego wyglądu uczennic, ich przygotowania do zajęć i ich umiejętności stają się przyczyną frustracji dziewczyn. A to najlepsza droga do godzenia w psychikę nastolatek, w tym również Olgi…

Jak skończy się jej historia? Nie odpowiem na to pytanie. Napiszę tylko, co łączy streszczony reportaż z innym reportażem, jaki wyszedł spod pióra Anny Goc. A mianowicie z historią dwojga mieszkańców Góry w województwie dolnośląskim. Otóż łączy go pasja. Andrzej i Zbyszek mogliby z pewnością godzinami opowiadać o gołębiach i nie mniej czasu poświęcać tym właśnie ptakom, bo stanowiły całe ich życie. Mogliby, gdyby nie ich wyjazd na wystawę gołębi w Katowicach. To miało być niesamowite wydarzenie. Niestety początek 2006 roku nie okazał się dla nich łaskawy, dla gołębi zaś jak najbardziej. To, co kochali Andrzej i Zbyszek, zostało. Można by powiedzieć więcej, ale po co…

To tylko dwa bardzo interesujące reportaże Anny Goc, które ukazały się na łamach „Tygodnika Powszechnego” w latach 2013-2023, a które znajdziecie w zbiorze „Biegnij, mała, biegnij”. Poza historiami stworzonymi przez dziennikarkę we wskazanych latach w książce pojawiły się także nowe.

Ich bohaterkami są głównie osoby płci żeńskiej, do czego nawiązuje już sam tytuł – zdanie „Biegnij, mała, biegnij” skierowane do dziewczyny, dziewczynki, kobiety… To jakby zapewnienie, że każda z nich da radę; pouczenie, że natychmiast mają wybić sobie z głowy poddawanie się. Tylko jak to zrobić? Niestety nie wszystkie bohaterki książki mogą cicho zanucić słowa piosenki Sylwii Grzeszczak, nie wszystkie mogą pomyśleć:

Tamta dziewczyna mieszka parę myśli stąd 
W tej samej głowie czasem przypomina mnie
Ale ma siłę, jaką miewa mało kto 
A kiedy trzeba, umie głośno mówić nie.

Ona nie chce być taka sama jak ja
Nie zna granic i nie zamierza się bać
Nie zatrzyma się, kiedy ty będziesz chciał (...)” („Tamta dziewczyna”)

Nie każda z nich jest na tyle silna, wytrzymała, odporna psychicznie. Niektórym po traumatycznych, ciężkich czy wyczerpujących psychicznie przeżyciach udaje się iść dalej, do przodu, przed siebie. Inne nie dysponują taką siłą, by stawiać kolejne kroki, zapomnieć, biec naprzód. Nikt nie powiedział, że będzie aż tak trudno. Nie mamy do czynienia z oddziałem wojska, tylko ze zwykłymi ludźmi, z których każdy ma swoje granice wytrzymałości. Tylko czy wie o tym nauczycielka baletu upokarzająca uczennice? Czy wie o tym matka, która woli schować się za gazetą, zamiast poświęcić czas własnej córce, gdy ta rozpaczliwie potrzebuje jej uwagi? Czy zdaje sobie z tego sprawę lekarz, kiedy mówi do swojej pacjentki „Laleczka się nie boi”? Nie należy wykluczać tego, że zachowania nauczycielki, matki i lekarza również mają swoje przyczyny, a błędne koło kręci się dalej. Słowa wciąż ranią. Jak bardzo jest w stanie zaboleć jedno zdanie, wyraz, spojrzenie. Jak niewiarygodnie potrafi zmienić przyszłość człowieka. Hejt gości nie tylko w Internecie. Ma się całkiem dobrze na co dzień w relacjach międzyludzkich. Rozwija się w rodzinach, szkołach, w pracy, wśród znajomych i na ulicach. Oddycha wśród polityków i tak zwanych celebrytów. Ma się świetnie, może nawet świetniej niż kilka, kilkanaście lat wstecz. I to niestety nie tylko przemoc werbalna, ale także niewerbalna. To nie tylko krytyka widoczna w komentarzach pozostawianych w mediach społecznościowych. Ta dżuma XXI wieku wciąż postępuje. I to jest niestety największa tragedia ludzkości, która za często skrada się po cichu, nieświadomie. Niszczy, nie mając o tym pojęcia, ale jakże skutecznie. Zabija. Trzeba powiedzieć to z pełną świadomością. Zabija. Pytanie: czemu służy? Nie znam na nie odpowiedzi. Nasuwa się chyba tylko jedna: złu.

Znamy to z własnych doświadczeń, z opowiadań przyjaciółek, cioci, matek, znajomych, z telewizyjnych wiadomości lub z internetowych stron.
Znamy, jak jeden kiepski dzień pani/pana X może zniszczyć jedno, jeszcze nie aż tak może kiepskie, życie pani/pana Y.

A wracając do reportaży, czasem winny nie jest nikt. Tak wyszło. Tak chciał los. Przykro mi, nie ma winnych, nie ma kogo oskarżyć… Więc to smutne, niesprawiedliwe, bo nie tak miało być. Tak parszywy los spotkał pewnego dnia tamtą kobietę, sąsiadkę, nieznajomą z pociągu…

Reportaże Anny Goc są w stanie wstrząsnąć czytelnikiem, pozostać w pamięci na długo. Zdarzy się, że odnajdziemy w nich podobieństwo do własnych przeżyć, identyczne doświadczenia. „Biegnij, mała, biegnij” to głównie historie bolesne, ciężkie, trudne i napisane doskonałym, intrygującym stylem. Polecam.