Kultura liter
BLOG O KSIĄŻKACH, I NIE TYLKO, UTRZYMANY W IŚCIE JESIENNYM STYLU
poniedziałek, 30 marca 2026
środa, 25 marca 2026
"Lata" Virginia Woolf, Wydawnictwo Czytelnik Warszawa 1958
Woolf jak zwykle urzeka sposobem sportretowania postaci. Łatwo? Niekoniecznie, gdyż – jak wspomniałam wcześniej – owe lata jakby im odbiera, te biegnące jedno za drugim, zostawiając wybrane wydarzenia z wybranych lat. Czy podczas tworzenia dzieła wewnętrzny głos nie podsunął jej pytania: po co brać pod uwagę wszystkie dni życia; zimy, wiosny, lata i jesienie? W pamięci i tak – identycznie jak w powieści – pozostaną jedynie chwile. Te wybrane, ważne lub mniej ważne. Szczęśliwe bądź wręcz przeciwnie. Już zapominamy, co działo się wczoraj, ale jeszcze w pamięci włóczy się tamten poranek, kiedy maszerowałeś do szkoły, biegłeś przez park, zasypiałeś przy zasłoniętej śniegiem szybie. Tylko chwile mają moc pozostawania we wspomnieniach. Uchowają się wycinki. Żarty, niezapomniane historyjki, anegdoty powtarzane przy byle okazji czy w szczególnych momentach. Jeszcze jesteś młoda, młody, a za chwilkę już stoisz w tłumie innych kobiet, mężczyzn, którzy zastanawiają się, kiedy czas odebrał im to czy tamto i dał w zamian coś zupełnie innego. Trochę takie właśnie są czasami myśli bohaterów, jak gdyby zatrzymywali je, chwytali mocno w biegu tylu innych myśli. Gdzie ten wieczór, gdy wiatr smagał gałęzie drzew; lato, którego jedna z głównych bohaterek, Eleonora, rozkoszowała się jazdą omnibusem... Gdzie jesień, gdy liście tańczyły pod jej stopami, kiedy tak dokładnie czuła, że żyje jak gdyby za bardzo? Całą sobą. Gdzie tamta rozmowa podczas obiadu, po którym żałoba przeszła się w czerni po każdym kącie domu?
Jak uchwycić to wszystko? Zdaje się, że nie tylko w „Latach” Woolf podejmuje się trudu przedstawienia całości życia w kilku zaledwie chwilach. Nie uchwyci przemijania, lecz momenty, dni.
Doskonale skonstruowana, nieoczywista powieść Virginii Woolf. Czy nie właśnie nieoczywistość jest tym, co towarzyszy jej pisarstwu? Jest mu nieodłączne? Tak jak skupianie się na chwilach, myślach, odczuciach, postrzeganiu rzeczy, osób, otoczenia w odmienny lub jednakowy sposób jak w latach poprzednich.
„Dziwna rzecz, po raz drugi już tego wieczoru ktoś mówił o jej życiu. <<– A ja właściwie wcale życia nie miałam – myślała. – Czy życie nie powinno być czymś, co by można było przedstawić, czym by się można było wykazać ludziom – takie siedemdziesięcioparoletnie życie… Ale ja wciąż mam tylko chwilę bieżącą>>”.
Do niektórych książek ma się ogromny sentyment. I tak będzie w moim przypadku chyba również z tak mało dzisiejszymi „Latami” Woolf. Te doskonałe niedzisiejsze książki... Nie można ich oddać do antykwariatu ani wyrzucić. I nie chodzi tylko o treść, ale także o wartość historyczną. I o te grube, niekiedy pożółkłe kartki i zapach, którego się nie zapomina.
piątek, 30 stycznia 2026
Doris Lessing "Trawa śpiewa", Świat Książki Warszawa 2008
czwartek, 26 czerwca 2025
"Życie Violette" Valerie Perrin, Albatros Warszawa 2022
Co polecam na lato? Między innymi absolutnie genialne "Życie Violette" Valerie Perrin, której już powieściowy debiut "Zapomniana niedziela" zrobił niemało zamieszania wśród czytelników i trafił na listę bestselerów. niedziela, 12 maja 2024
Majgull Axelsson "Lód i woda, woda i lód" Warszawa 2010.
Postaci w powieści na pewno nie brakuje. I mnożą się, mnożą, jak to u Axelsson bywa. Dwóch, trzech, czterech to jeszcze trochę za mało jak na możliwości szwedzkiej literatki. Autorka „Lodu i wody, wody i lodu” skrupulatnie obserwuje, wnikliwie bada, ujmuje w słowa każdy detal dotyczący bohaterów. Każdy moment, jak i życie Susanne, Björna czy Elsie ujmuje w dłonie i kładzie na kartach papieru tak lekko, jakby nie sprawiało jej to najmniejszej trudności. Aż zdaje się, że tu, w tym miejscu, w którym stoimy, dni wciąż jednakowe, z tym wiecznym pływaniem po powierzchni, zupełnie nie takie jak fragmenty powieści Majgull Axelsson, bo tyle w nich treści, tyle opisu życia w szczegółach, emocji, wgłębiania się w przeżycia postaci, aż ma się wrażenie, że zanadto niedokładnie przeczytało się ten bądź tamten akapit, że coś jeszcze się pominęło – tyle szczególików, faktów, których nie pomija pisarka, ale które układa jeden obok drugiego z niesłychaną, zdaje się, łatwością. Bez potknięcia wychodzi jej dzierganie tego wieloosobowego sweterka o nazwie „Lód i woda, woda i lód”, które to działanie naznaczone zostało przeskakiwaniem z wątku na wątek, ze ścieżki przeszłej do teraźniejszej. Bezbłędnie, szybko, sprytnie, aż pogubienie się w tej zmianie biegów staje się bardzo możliwe. Jakby ową taktyką Axelsson przestrzegała: „Bądźcie czujni, bo światła zmieniają się szybciej, niż można by przypuszczać”. Zwłaszcza że żadnego znaku obok, żadnego drogowskazu w postaci imienia bohatera nad kolejnym rozdziałem. To nie jest, moi drodzy, sygnalizacja świetlna, tylko światła, przeskoki w prozie, dla spostrzegawczych. I oto, proszę państwa, napięcie znów się podnosi, ale niestety tylko na chwilę, by ponownie opaść na długo, bo oto przed nami kolejny wątek -- nie mniej ciekawy i też kończący się może nawet w najciekawszym momencie. Ale na powrót do niego trzeba poczekać. A jest na co...
Przy stole kuchennym poznałam kapitalną powieść o utracie, braku miłości, ucieczce, ciężarze, jakim może być trwanie, dokonywaniu wyborów, które wpływają na resztę życia, a także o sławie, która ma różne oblicza. Powieść, której chce się jeszcze raz od początku. Ale przy tym stole trzeba jeszcze zająć się czymś innym niż literatura, jak stwierdziłaby być może jedna z głównych bohaterek książki. Ta, która wolałaby poświęcić się czemuś innemu niż życiu, jakie wiodła. I „widzi tylko, że dzień za dniem, rok za rokiem robi rzeczy, których w sumie nie chce i nigdy nie zamierzała zrobić. Na przykład jak doszło do tego, że wylądowała w szkole gospodarstwa domowego? Nigdy nie interesowało ją robienie dżemów ani soków, chciała studiować na uniwersytecie w Lund. Chociaż z drugiej strony, czy sprawiedliwie jest zrzucać winę na Birgena? Przecież kiedy opowiadała o szczęściu, które da jej historia literatury – P o m y ś l, m ó c p r z e z c a ł e d n i e c z y t a ć p o w i e ś c i! - potakiwał i się z nią zgadzał[...]”.
Czy można wbić szpilę w „Lód i wodę, wodę i lód”? Naznaczyć ją łatką literatury kiepskiej, zarzucić wady nie do wybaczenia, wykazać otoczkę grafomanii w jej treści? No nie da się...



