
I w zasadzie
byłoby to wszystko, co mam do napisania, gdyby nie fakt, że książka zawiera o
wiele więcej i o wiele precyzyjniejszych informacji, jak najbardziej
przydatnych turystom zamierzającym zmierzyć się z pełnymi pofalowanych uliczek
miastami wyżej wspomnianych terenów lub też tym, którzy chcieliby skonfrontować
swoje własne wrażenia wyniesione z Toskanii czy Umbrii z wrażeniami autorów
książki (w zasadzie autorów jest dwóch, ale tekst napisany jest w pierwszej osobie
liczby pojedynczej rodzaju żeńskiego). Poza praktycznymi radami dotyczącymi
wyboru miejsca noclegowego, sposobu dojazdu, wysokości cen, prezentacji
oferowanych potraw i innych cennych rad znajdziemy tu również opisy zabytków,
kościołów, dzieł sztuki czy muzeów, których w omawianych krainach jest niezmiernie
dużo. Ponadto autorzy raczą nas licznymi opowieściami dotyczącymi
poszczególnych miejsc czy postaci z nimi związanych, jak np. historią o
świętym Galgano, historią o krucyfiksie ukazującym prawdziwą twarz Chrystusa,
wzmianką o budowie katedry florenckiej, o budowie Krzywej Wieży w Pizie, czy
też opinią na temat fresków Filippa Lippkego. Książka zawiera także opisy mniej
i bardziej ważnych miast toskańskich oraz umbryjskich; od Florencji, w której
szukający miłości powinni udać się do kościółka Santa Margherita; poprzez Lukkę
zwaną „grodem Zyty”; Arezzo, gdzie powstawały sceny do filmu Życie jest
piękne, Prato zamieszkiwane przez Chińczyków; do Montalcino – miejsca, w
którym wino można kupić na każdym kroku.
Przyznam, że
mnie najbardziej zainteresował opis Florencji, która kojarzy mi się z Dantem niemogącym wrócić do swego ukochanego miasta, dlatego pozwolę sobie więc
przytoczyć niezmiernie ciekawy fragment:
Miewam wrażenie, że Wenecja jedynie udaje,
że jeszcze żyje. Sztucznym podnieceniem napełniają ją turyści przy Ponte Rialto
czy na Piazza San Marco, dodają jej kolorów witryny sklepów z mieniącym się
szkłem, maskami, udrapowanymi tkaninami i obrazami, targi staroci i stoiska z
pamiątkami. Kiedy jednak wyjeżdżają jednodniowi przybysze, uliczki pustoszeją i
miasto zamiera. Z ciemnych zaułków, nad którymi pochylają się wysokie
kamienice, dobiega echo pośpiesznych kroków, w świetle latarni cienie rosną i
przybierają fantastyczne kształty. Zdaje się, że za chwilę jakieś bogato ubrane
duchy wynurzą się z bram i podążą w sobie tylko znanych kierunkach […] (s.
85-87).
ale też rozdział poświęcony Weronie, pewnie ze względu na wiersz noszący w tytule to miasto,
śpiewany przez Wandę Warską.
Dodatkowym
atutem Przewodnika są zamieszczone w nim cytaty z książek innych autorów, dotyczące Toskanii i Umbrii, m.in. Johana Huizingi, Zbigniewa Herberta,
Michała Lityńskiego; ale także fotografie, obok których nie sposób przejść
obojętnie. Szczególnie zaciekawiło mnie zdjęcie znajdujące się na stronie 48., zatytułowane
Sprzedawca lodów, Cortona; zaczęłam się bowiem zastanawiać, czy ów
sprzedawca to ten pan w mundurze, czy też ten drugi gestykulujący ręką; jeśli sprzedawcą
jest gestykulujący, to prawdopodobnie ten w mundurze poucza gestykulującego, że
czas sjesty się skończył i pora do roboty; jeśli jest odwrotnie, to znaczyłoby,
że najpewniej sprzedawca trafił na namolnego klienta lub prowadzi z nim
ożywioną dyskusję (jak na Włochów przystało). Co prawda najbardziej urzekającym
(jeśli chodzi o krajobrazy) wydaje mi się zdjęcie starej drogi w Gropinie (s.
174) oraz zdjęcie płaskowyżu Piano
Grande w Umbrii (s. 308), ale pomimo wspaniałych widoków za najciekawszą
fotografię uznałam tę zamieszczoną na stronie 240., tj. dwóch starszych panów
odpoczywających na ławeczce. I to jest prawdziwa Toskania, taka od wewnątrz,
pokazująca zwyczajnych ludzi przy codziennych zajęciach (choć tutaj raczej przy
codziennym odpoczynku). Owszem, można opisy czy anegdoty dotyczące pewnych osób
i sytuacji znaleźć w książce, ale w minimalnej dawce, a szkoda, bo takie
historie są bardzo ciekawe.
Podsumowując,
propozycja książkowa jak najbardziej wskazana dla chcących lepiej poznać lub odwiedzić Umbrię
i Toskanię. Dodam jeszcze tylko, że sami autorzy, czyli Anna Maria Goławska i
Grzegorz Lindenberg, którzy od lat odwiedzają opisywane przez siebie rejony
oraz prowadzą stronę internetową owym rejonom poświęconą (www.toskania.org.pl),
od razu skojarzyli mi się z Elżbietą
Dzikowską i Tonym Halikiem (oczywiście nie mam tu na myśli wyglądu zewnętrznego
autorów Toskanii i Umbrii…, ponieważ
nawet go nie znam) ze względu na sposób, w jaki prezentują kraj, który (jak napisał
Michał Lityński) każdy choć raz w życiu powinien odwiedzić[1].
[1] Zob. M. Lityński, Cztery
tygodnie we Włoszech. Przewodnik podróży, Lwów 1906. (fragmenty książki
cytują autorzy).